Wspomnienia przeciwlotnika WRiA WOPK


Nowogard, 04 kwiecień 2011 r.
Ostatnia aktualizacja danych: 28.12.2015 r.
 
 

mjr rez. mgr inż. Zbigniew Żołna


Wspomnienia przeciwlotnika:
26 Brygada Rakietowa Obrony Powietrznej
m. Gryfice



 
 

  Mjr rez. Zbigniew Żołna:  
Mjr mgr inż. Zbigniew Żołna absolwent WOSR

Mjr rez. Zbigniew Żołna jest absolwentem Wyższej Oficerskiej Szkoły Radiotechnicznej w Jeleniej Górze. Jako podporucznik rozpoczyna służbę w 37. dywizjonie rakietowym OP w Glicku k. Nowogardu na stanowisku dowódcy plutonu – oficera naprowadzania. W dywizjonie pełnił również obowiązki pomocnika szefa sztabu ds. szkolenia i obowiązki szefa sztabu.

Po rozformowaniu dywizjonu, służył w sztabie 26. Brygady Rakietowej OP w Gryficach na stanowisku oficera ds. szkolenia bojowego.

Po rozformowaniu sztabu 26. BR OP, służył w 78. pułku rakietowym OP w Mrzeżynie na stanowisku oficera ds. szkolenia. 78 pr OP była ostatnią jednostką w jego wojskowej karierze.
 


SPIS TREŚCI
 
1. Oficer szkolenia bojowego 26. BR OP.
2. Szkolenie oficerów odpowiedzialny za szkolenie bojowe.
3. Starszy oficer szkolenia bojowego 26. BR OP.
4. Brygadowy Ośrodek Szkolenia Specjalistycznego.
5. Zgrupowania poligonowe dywizjonów rakietowych.
6. Niestety, przez rok wydaje przepustki na teren sztabu 26 BR OP.
7. Służba na Połączonym Stanowisku Dowodzenia.
8. Rozformowanie 26 BR OP, przechodzę do 78. pułku rakietowego OP m. Mrzeżyno.
 

1. Oficer szkolenia bojowego 26. BR OP.

Logo 26 BR OP Po rozformowaniu 37. dywizjonu rakietowego OP w Glicku, otrzymuję propozycję objęcia stanowiska oficera szkolenia bojowego w sztabie 26. Brygady Rakietowej OP w Gryficach. Nie miałem wielu wątpliwości czy przyjąć to stanowisko. Nawiasem mówiąc zadzwonił do mnie z tą propozycją świeżny zastępca dowódcy 26 BR OP ds. liniowych płk Henryk Kaźmierowski. Byłem razem z nim na poligonie w Aszułuku oraz mieliśmy wiele kontaktów po linii służbowej w trakcie mojej służby na stanowisku szefa sztabu 37. dr OP. Takiej propozycji się nie odmawia. Umawiam się na rozmowę i po określeniu moich zadań, przyjmuję propozycję i zostaję wyznaczony na to stanowisko.

Zostałem wyznaczony jako oficer szkoleniowy na Akordzie w 41. dr OP, lecz moim miejscem pracy był sztab brygady. Do Mrzeżyna miałem dojeżdżać na treningi pracy bojowej przydzielonych dywizjonów, sztabu brygady oraz na prace techniczne.

W kwietniu 1990 r. ostatecznie żegnam się z miejscem dyslokacji byłego 37. dr OP i melduję się w Gryficach. Jest to moje kolejne wyzwanie w trakcie mojej kariery wojskowej.

Owszem wiedziałem na czym polega praca bojowa, ale nigdy nie szkoliłem całego dywizjonu w tym zakresie. Pan mjr Marian Walentynowicz przeniósł się już do 3. KOP we Wrocławiu i w zasadzie nie można było nikogo się poradzić. Z tego co pamiętam było to okres formowania się od nowa sekcji szkolenia bojowego w brygadzie (a w zasadzie oficerów szkoleniowych) gdyż prawie wszyscy “wykruszyli się". Albo odeszli do cywila albo przenieśli się do innych Związków Taktycznych.

System szkolenia bojowego oparty był na czterech urządzeniach AKKORD. Co prawda były to urządzenia uniwersalne, mogące być podłączone do PZR S–75M Wołchow lub do PZR S–125M Newa, lecz w zasadzie nastąpiła pewna specjalizacja. Akkordy rozmieszczone były w:

Jeżeli chodzi o techników to z obsadą nie było problemów, lecz z oficerami było krucho. W 36 dr OP funkcję tę objął, w tym samym czasie co ja, kpt. Andrzej Błaszyński, w 41 dr OP byłem ja, w 42 dr OP był por. Waldemar Gąsior (objął stanowisko niewiele wcześniej ode mnie), w 67 dr OP oficerem szkolenia bojowego był doświadczony mjr Czesław Świdziński. Starszym oficerem szkoleniowym w tym czasie był ppłk Lesław Kmicikiewicz były dowódca 66 dr OP Wicko Morskie (rozformowany razem z 37 dr OP), którego doświadczenie w szkoleniu bojowym również nie było zbyt wielkie.

Powstał więc problem: “Co zrobić aby zostać oficerem szkoleniowym z pełnego zdarzenia?” Jedyną możliwością było zorganizowanie krótkiego kursu, szkolenia pod kierunkiem mjr. Świdzińskiego w 67 dr OP. Przełożeni zgadzają się na tę propozycję i wyjeżdżamy do Unieścia na szkolenie. Uczestniczą w nim kpt. Zbigniew Żołna, kpt. Andrzej Błaszyński i por. Waldemar Gąsior. Rozpoczynamy szkolenie.

Dowiadujemy się wielu ciekawych rzeczy. Na czym polega szkolenie bojowe dywizjonu, co to jest nalot symulowany, czemu on ma służyć, jak się go tworzy, jak ocenia się prace bojową dywizjonu, a w dalszej kolejności sztabu brygady i całej brygady. Są to dla nas nowe ciekawe wiadomości. W trakcie szkolenia każdy z nas opracował i wypróbował na Akkordzie swój nalot. Okazało się że skonstruowanie nalotu symulowanego na dywizjon nie jest takie proste. A co dopiero nalot na ugrupowanie złożone z trzech lub czterech dywizjonów.

Poznajemy zasadę pracy Akkordu, jego możliwości techniczne. Bez tego nasze wysiłki spełzłyby na niczym. Po tygodniowym szkoleniu wracamy do sztabu brygady wzmocnieni uzyskaną wiedzą, umiejętnościami i pewniejsi w tym co należy robić. Szkolimy, siebie oraz całą brygadę. Nabieramy wprawy i doświadczenia w naszej robocie.

[ Do spisu treści ]

2. Szkolenie oficerów odpowiedzialny za szkolenie bojowe.

Doświadczenie nasze i umiejętności są podnoszone również podczas naszych corocznych spotkań–szkoleń wszystkich oficerów szkolenia bojowego Wojsk Rakietowych.

Zostałem wyznaczony jako oficer szkoleniowy na Akordzie w 41. dr OP, lecz moim miejscem pracy był sztab brygady. Do Mrzeżyna miałem dojeżdżać na treningi pracy bojowej przydzielonych dywizjonów, sztabu brygady oraz na prace techniczne.

W kwietniu 1990 r. ostatecznie żegnam się z miejscem dyslokacji byłego 37. dr OP i melduję się w Gryficach. Jest to moje kolejne wyzwanie w trakcie mojej kariery wojskowej.

Owszem wiedziałem na czym polega praca bojowa, ale nigdy nie szkoliłem całego dywizjonu w tym zakresie.

[ Do spisu treści ]

3. Starszy oficer szkolenia bojowego 26. BR OP.

W 1993 roku zwalnia się stanowisko starszego oficera szkoleniowego 26 BR OP i dowódca brygady, płk Zbigniew Parol, wyznacza mnie na to stanowisko. Jednocześnie w tym roku zostaję mianowany do stopnia majora.

Czuje wielką odpowiedzialność. Zostaję odpowiedzialny za szkolenie bojowe całej brygady. Odpowiedzialny za organizację, wyniki i wiele innych spraw.

Zaczynamy borykać się znowu z brakiem oficerów szkoleniowych. Mój były etat jest wolny, kpt Waldemar Gąsior odchodzi na Śląsk, mjr Świdziński zwalnia się do cywila. Zostaję sam wraz z mjr Andrzejem Błaszyńskim.

[ Do spisu treści ]

4. Brygadowy Ośrodek Szkolenia Specjalistycznego.

Przystępuję do zorganizowania Brygadowego Ośrodka Szkolenia Specjalistycznego w sztabie brygady, wzorem kolegów z brygady gdyńskiej. Po wielu poszukiwaniach, uzgodnieniach, znajduję pomieszczenie w domku obok kantyny żołnierskiej. Dowódca brygady jest po mojej stronie i dostaję zielone światło.

Jedynym problemem było doprowadzenie łączności. Ale doświadczeni łącznościowcy i z tym sobie poradzili. Po niedługim czasie BOSS zostaje uruchomiony.

Jak widać taki ośrodek szkoleniowy rozwiązywał wiele problemów, a przede wszystkim upraszczał proces szkolenia bojowego grup bojowych brygady.

[ Do spisu treści ]

5. Zgrupowania poligonowe dywizjonów rakietowych.

Jednym z najważniejszych punktów szkolenia bojowego sią brygady były zgrupowania poligonowe. Organizowane one były z reguły przy 21 Centralnym Poligonie Lotniczym w Nadarzycach.

W zgrupowaniu uczestniczyły wszystkie dywizjony brygady. Trzy dywizjony wykonywały manewr ze sprzętem i uczestniczyły w pierwszym zgrupowaniu dwa tygodnie. Następnie zmieniały się tylko obsługi. Każda po dwa tygodnie.

Był to praktyczny trening w zwalczaniu celów niskolecących. Dla dywizjonów manewrujących był to również sprawdzian umiejętności dokonania manewru na dużą odległość. Na koniec każdego turnusu dokonywano oceny umiejętności pracy bojowej obsługi baterii radiotechnicznej, baterii startowej oraz grupy bojowej brygady. Moim zdaniem było to najlepsze szkolenie. Cele latały na małych lub bardzo małych wysokościach, na tle odbić od przedmiotów terenowych. Urządzenia Akkord mogły dodatkowo emitować zakłócenia radioelektroniczne.


Koszary 21 CPL w Nadarzycach.
Koszary 21 CPL w Nadarzycach. Na schodach przed wyjściem na zajęcia siedzą, od lewej chor. Jerzy Dąbrowski, kpt. Henryk Dynakowski. Stoją od lewej: por. Jacek Waryszak, mjr Zbigniew Żołna, i kpt. Tytus Sadzak. Foto. Z archiwum Zbigniewa Żołny.

Intensywność lotów realnych była bardzo duża. Operatorzy RS śledzili po kilkaset celi w ciągu dwóch tygodni. Duża ilość celi była ostrzelana przy pomocy imitatora rakiety umieszczonego na SNR. Cały czas poligonowy poświęcony był tylko i wyłącznie pracy bojowej. Nie zajmowano się niczym innym. Całe życie dywizjonowe w miejscu stałej dyslokacji (MSD) pozostawało z boku. Próbowano zorganizować takie szkolenie w MSD, wyznaczając do tego odpowiedni skład z baterii radiotechnicznej i startowej, lecz nie zdawało to egzaminu. Życie codzienne w dywizjonie wymuszało pewne przerwy w takim szkoleniu. Nie ma to jak wyjazd poza MSD. Jednym z takich rozwiązań był wyjazd grupy bojowej do innego dywizjonu aby oderwać się od problemów życia codziennego. Było to lepsze lecz to nie zdawało do końca egzaminu. Zbyt bliskie położenie dowódców i kadry kusiło do prób skracania dnia poligonowego, do prób wyjazdu do rodzin. Jednym słowem wyjazd na poligon to szkolenie, szkolenie i jeszcze raz szkolenie.

Innym rodzajem szkolenia bojowego były realne strzelania na poligonie w Ustce. Takie strzelania były ukoronowaniem tego co reprezentuje sobą dywizjon. Przecież takie jest zadanie Wojsk Rakietowych. Niszczenie celów powietrznych. Był to również rodzaj poligonu, na którym trenowano zasady pracy bojowej ale szczególną uwagę zwracano na strzelania realne. W tym rodzaju zgrupowania udział brały również obsługi baterii, bądź plutonów technicznych. Należało przecież przygotować rakiety do startu. Podczas takiej pracy bojowej, podczas takiego poligonu oceniano kompleksowo cały dywizjon. A w zasadzie jego obsługi bojowe.

[ Do spisu treści ]

6. Niestety, przez rok wydaję przepustki na teren sztabu 26 BR OP.

Niestety życie nie jest usłane różami. Zmienili się moi przełożeni i jakoś nie mogłem się z nimi dogadać. Mieliśmy różne zdania na wiele tematów. Być może to była po trochu moja wina.

Nie mniej końcu końców postanawiam rozstać się z tak prężną sekcją szkolenia bojowego. Przełożony postawił mi jednak warunek: muszę znaleźć swojego następcę.

Szykowała się więc kolejna walka z dowódcami dywizjonów o oficera. Znalazłem go jednak. Proponuję wyznaczyć na swoje stanowisko kpt. Grzegorza Walczaka, szefa sztabu w 40. dr OP. Po akceptacji tej kandydatury w 1997 roku rozstaję się z Wydziałem Szkolenia brygady i sekcją szkolenia bojowego.

Zostaję wyznaczony na wolne stanowisko oficera ds. maskowania oraz ochrony i obrony naziemnej. Nie jest to dla mnie nowy temat. Podobnymi sprawami lecz w mniejszej skali zajmowałem się jako pomocnik szefa sztabu dywizjonu. Do moich obowiązków należał nadzór nad ochroną i obroną naziemną w sztabie brygady oraz podległych dywizjonach.

Temat ten dość istotny w tamtych czasach (i chyba obecnie) był bardzo zaniedbywany przez osoby odpowiedzialne. Wielokrotnie ochrona ta sprowadzana była tylko i wyłącznie do wykonania planów ochrony i obrony, wykonania ładnych szkiców. Wielokrotnie nie były one przemyślane, przekraczały możliwości dywizjonu, nie uwzględniały realnych możliwości.

Plany "na wyrost" robione były nie tylko na czas "W" ale i niejednokrotnie na tzw. stałą gotowość bojową. Borykam się z dowódcami plutonów i pomocników szefów sztabów w tym temacie próbując coś zmienić. Nakazuję naprawę ogrodzeń, łatanie dziur, odświeżanie wartowni. Niestety w miejsce załatanych dziur powstają nowe wykonane przez uciekających na tzw. lewiznę żołnierze służby zasadniczej. Brakuje pieniędzy na remonty.

W między czasie brygada poddana jest Inspekcji Departamentu Kontroli MON z przewodniczącym gen. bryg. Marian Mainda. No i niektórym otwierają się oczy. Dział ten podlegał również kontroli.

Pamiętam doskonale nazwisko inspektora: kmdr. ppor. Dariusz Purcel. Bardzo skrupulatny i dokładny w tym temacie. Potrafił przebrać się w umundurowanie polowe i przejść trasę patrolowania jaką powinny przechodzić patrole ochronne w stałej gotowości bojowej. W jednym z dywizjonów wyraźnie było widać jak żołnierze skracali ją sobie. Dobrze, że był to w zasadzie przypadek jednostkowy. Nie mniej jednak wytknięto go nam. Na podsumowaniu, za sprawą innych kontrolowanych dywizjonów, otrzymaliśmy ocenę dobrą, ale gorzkie słowa na temat organizacji systemu ochrony i obrony bezpośredniej padły. Inspekcja wypada dobrze i brygada otrzymuje ocenę 4,18.

Nadzór nad ochroną w dywizjonach nie zajmuje mi zbyt wiele czasu. Do moich obowiązków należało również wydawanie przepustek stałych na teren sztabu brygady. Nie mniej jednak było to zbyt mało zadań.

W 1998 r. jadę również na poligon do Nadarzyc. Jestem tam odpowiedzialny za zorganizowanie systemu ochrony i systemu służb dyżurnych. Jestem wyznaczony na stanowisko komendanta poligonu. Nie rozstaję się więc z Wydziałem Szkolenia. Niejednokrotnie, podczas pobytu na poligonie, proszony byłem o udzielenie rad. Wiele razy służyłem pomocą. Praca bojowa to był mój żywioł. Ale poligon trwa tylko 2 miesiące. Wracamy do Gryfic i dalej szarość życia codziennego. Po zrealizowaniu zaleceń pokontrolnych praktycznie zajmuję się tylko wydawaniem przepustek. Pełnię te obowiązki jeszcze przez ok. 1 rok.

[ Do spisu treści ]

7. Służba na Połączonym Stanowisku Dowodzenia.

W 1998 roku zwalnia się stanowisko dyżurnego operacyjnego Stanowiska Dowodzenia 26 BR OP. Na moją prośbę szef sztabu płk Leszek Sitarek przekonuje dowódcę brygady i ten wyznacza mnie na ten etat. Kolejne doświadczenie i kolejne zadania.

Moim miejscem służby zostało 28. Połączone Stanowisko Dowodzenia (28 PŚD) w Pruszczu Gryfickim. Co to jest PŚD? Z PŚD dowodzili swoimi siłami i środkami dowódcy: pułku lotnictwa myśliwskiego, batalionu radiotechnicznego i dowódca Brygady Rakietowej.

W stałej gotowości bojowej dyżury na PŚD pełniły służby dyżurne. Do nich należeli dyżurni operacyjni poszczególnych rodzajów wojsk, nawigatorzy, plansześciści oraz obsługi stacji radiolokacyjnych. Dyżur trwał 24 godziny.

Najwięcej pracy podczas normalnych codziennych służb na PŚD mieli operacyjni oraz obsługi z wojsk radiotechnicznych. Tutaj stacje pracowały na okrągło. Przestrzeń powietrzna cały czas monitorowana, a wszystkie statki powietrzne prowadzone i śledzone.

Nie można było pozwolić sobie na chwilę przerwy. Bo przecież ruch w powietrzu był i jest do dzisiaj cały czas. Samoloty pasażerskie latają i trzeba je przeprowadzić przez cały czas pobytu w przestrzeni powietrznej kraju do ewentualnego momentu wylądowania (co robi już obsługa na lotnisku docelowym).

Obsługi (a w zasadzie nawigatorzy) lotnictwa myśliwskiego mieli najwięcej pracy podczas wykonywania lotów szkolnych przez pułki lotnictwa myśliwskiego. W takim przypadku jeden dyżurny nawigator nie wystarczał. Na ten czas siły były wzmacniane drugim, a nawet trzecim nawigatorem w zależności od planowanej intensywności lotów. Stanowisko nawigatora było bardzo ważnym stanowiskiem z punktu wiedzenia bezpieczeństwa ludzi w powietrzu.

Nawigatorzy byli umieszczenie w osobnym pomieszczeniu za szybą (aby mieć tylko kontakt wzrokowy). Podczas lotów szkolnych nie wolno było zajmować ich niczym innym niż tylko pracą i nawigowaniem samolotów. Wielki ruch robił się dopiero wtedy, gdy coś zepsuło się podczas ich pracy. Ale takich sytuacji było bardzo mało.

Do moich zadań należało utrzymywanie bezpośredniego kontaktu ze służbami dyżurnymi, zbieranie meldunków codziennych, przekazywanie ich dowódcy brygady oraz do stanowiska dowodzenia 2 KOP. Służba dyżurnego operacyjnego stanowiska dowodzenia 26 BR OP była prawą ręką dowódcy brygady w stałej gotowości bojowej i po godzinach służbowych.

Należy zaznaczyć, że dywizjony nie pełniły już dyżurów bojowych.

Trochę inne zadania i obowiązki spadały na obsadę PŚSD podczas treningów pracy bojowej w ramach dwuszczeblowych treningów zgrywających system ognia PŚSD. Podczas tych treningów obsady poszczególnych rodzajów wojsk były wzmacniane. Na PŚSD przybywał dowódca brygady lub jeden z jego zastępców i stawał się jednocześnie dowódcą PŚSD.

Funkcyjni wojsk rakietowych wzmacniani byli, między innymi, obsadą zautomatyzowanego systemu dowodzenia i wskazywania celów WEKTOR 2WE. Wśród nich jednym z ważniejszych był oficer, który wskazywał i przydzielał poszczególne cele dywizjonom rakietowym zgodnie z decyzją oficera operacyjnego wojsk rakietowych. Należy nadmienić, że system pozwalał na dowodzenie w systemie zautomatyzowanym 14-ma dywizjami rakietowymi i jednocześnie naprowadzać na cel 5 samolotów myśliwskich.

W dużym skrócie praca bojowa wyglądała następująco. Batalion radiotechniczny prowadził wszystkie cele powietrzne przy wykorzystaniu swoich stacji radiolokacyjnych. Sytuacja powietrzna była zobrazowywana na wskaźnikach obserwacji okrągłej, jak i również na planszetach. Na tych planszetach zobrazowywana była również sytuacja powietrzna z terenowych posterunków radiolokacyjnych. Analizę stuacji powietrznej prowadzili: oficer rozpoznania, szef sztabu i dowódca, na jej podstawie dowódca podejmował decyzję o kolejności oddziaływania na cele powietrzne. Czy dany cel przydzielił w pierwszej kolejności do zwalczenia przez lotnictwo myśliwskie, które miało zdecydowanie większy zasięg oddziaływania, czy cel ten przydzielił do zwalczenia wojskom rakietowym. Oczywiście, gdy cel przydzielony był dla lotnictwa myśliwskiego w strefie ognia wojsk rakietowych to dywizjony rakietowe miały zakaz oddziaływania. I odwrotnie: gdy cel przydzielono dla wojsk rakietowych to należało wyprowadzić nasze lotnictwo ze stref ognia dywizjonów rakietowych. W każdym przypadku należało dokładnie pilnować powyższych zasad.

Sytuacja powietrzna była również zobrazowana na wskaźniku, przy którym siedział oficer przydziału celów przez system WEKTOR 2WE. Gdy cel przydzielony był wojskom rakietowym musiał on dokładnie przeanalizować i upewnić się, który to jest cel i na komendę dowódcy PŚSD, poprzez wciśnięcie odpowiednich przycisków na klawiaturze przy wskaźniku, wskazać i przekazać cel konkretnemu dywizjonowi. Po odebraniu sygnału przez dywizjon, jego kolumna antenowa automatycznie ustawiała się na azymut i kąt podniesienia przydzielonego do zniszczenia celu.

Odbywało się to w myśl prostej zasady: jedną grupę przycisków wskazywał nr celu zgodnie ze zobrazowaniem, a drugą grupę, która opisywała numery dywizjonów wskazywał konkretny dywizjon. Po przyciśnięciu kolejnego odpowiedniego klawisza przekazywał poprzez cały system cel do dywizjonu. Oczywiście cała klawiatura była bardziej rozbudowana. Można było przy jej pomocy wskazać ile rakiet ma być niszczony cel, czy można strzelać w pościgu, można było podać komendę zakazu startu, odwołać wskazanie celu itp. Przy pojedynczym celu albo mało intensywnym nalocie praca tego oficera nie była trudna. Ale w innych przypadkach musiał działać bardzo operatywnie. Podczas mojej służby na tym stanowisku kilka takich treningów przeprowadzono.

[ Do spisu treści ]

8. Rozformowanie 26 BR OP, przechodzę do 78 pułku rakietowego OP m. Mrzeżyno.

W 2000 roku, za zgodą dowódcy płk. Andrzeja Tetkowskiego, zapisuję się na studia podyplomowe na Uniwersytecie Szczecińskim o kierunku "Rachunkowość". Studia trwały dwa semestry, kończę je w 2001 roku.


Mjr Zbigniew Żołna – pożegnanie ze sztandarem 26 BR OP – 01.12.2001.
Mjr Zbigniew Żołna – pożegnanie ze sztandarem 26 BR OP – 01.12.2001.
Foto. Z archiwum Zbigniewa Żołny.

Pod koniec lat dziewięćdziesiątych rozwiązywano kolejne dywizjony. Siły i środki 26. BR OP kurczyły się w zastraszającym tempie. Przyszedł i czas na sztab brygady. W 2001 roku rozwiązana zostaje reszta dywizjonów oraz sztab brygady. Kończy się więc i mój pobyt w gryfickiej brygadzie. Dalsze moje losy związane zostają z 78. pr OP m. Mrzeżyno.

[ Do spisu treści ]

  Zobacz więcej:  

Mjr rez. mgr inż. Zbigniew Żołna jest autorem cyklu artykułów opublikowanych na WRiA.PL i dotyczących “Wspomnień i refleksji przeciwlotnika". Są to wspomnienia z okresu nauki i służby w: